Po sukcesie „Zakonu Drzewa Pomarańczy”, Samantha Shannon powraca do świata „Korzeni Chaosu” w krótszej, ale równie intensywnej formie. „Wśród płonących kwiatów” to prequel, który rozgrywa się tuż przed wydarzeniami z „Zakonu” – i choć objętościowo stanowi zaledwie cień swojego poprzednika, to emocjonalnie i stylistycznie dorównuje mu rozmachem. To historia o płonącym królestwie, nadchodzącej katastrofie i ludziach, którzy, mimo że stoją na krawędzi zagłady, wciąż próbują ocalić to, co ludzkie.
Główna bohaterka, Marosa Vetalda, córka chłodnego, despotycznego króla Sigosa, ma zostać wydana za Aubrechta Lievelyna, młodego władcę sąsiedniego Mentendonu. Ich polityczny sojusz ma przynieść światu nowy porządek, ale ten świat właśnie zaczyna się walić. Jej bezsilność wobec polityki i religii, a także próba zachowania godności w świecie zdominowanym przez mężczyzn, czyni ją moim zdaniem jedną z najbardziej przejmujących postaci w książce. W innej części królestwa Estina Melaugo, łowczyni smoków, obserwuje pierwsze oznaki przebudzenia pradawnych bestii. Gdy ze snu budzi się starożytny wyrm Fýredel, staje się jasne, że to dopiero początek. Jej wątek wprowadza bardziej przyziemną perspektywę – Melaugo staje się bowiem głosem ludu, który ginie w cieniu królewskich decyzji.
Shannon po raz kolejny imponuje rozmachem świata przedstawionego. Jej system magii jest przemyślany, spójny i metaforyczny. To nie tylko narzędzie fabularne, ale i odbicie filozofii świata, w którym równowaga między siłami natury a człowieczeństwem jest krucha jak szkło. Szczególnie fascynujące jest przedstawienie smoków nie jako mitycznych stworzeń do oswojenia, lecz jako bogów-tyranów, których przebudzenie symbolizuje gniew samej planety. Ten powrót do pierwotnej, przerażającej wizji smoków jako niszczycieli daje książce niepowtarzalny klimat.
„Wśród płonących kwiatów” to niezwykle udany dodatek do cyklu „Korzenie Chaosu” – niekoniecznie najlepszy punkt wyjścia, ale znakomite dopełnienie. Dla czytelników, którzy znają serię, ta historia będzie miała znacznie większy ciężar emocjonalny. To pięknie napisane preludium o świecie stojącym nad przepaścią i o końcu, który dopiero przygotowuje grunt pod nowy początek. Shannon udowadnia jednak, że nawet w krótszej formie potrafi pisać z epickim rozmachem i emocjonalną precyzją.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz