Muszę przyznać, że początek książki nie wciągnął mnie od razu. Historia rozwija się dość spokojnie, autor poświęca dużo czasu na budowanie tła społecznego i przedstawienie realiów południa USA w latach 60., przez co chwilami miałam wrażenie, że akcja stoi w miejscu. Podobnie było z Jackiem – początkowo wydawał mi się dość nijaki i mało wyrazisty. Nie był typem bohatera, który od razu budzi sympatię albo zainteresowanie. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej się rozwijał, zaczął podejmować trudniejsze decyzje i mierzyć się z własnymi przekonaniami.
Sam styl Baldacciego jest dość przystępny, choć nie brak tam
opisów typowo prawniczych. Autor świetnie oddaje klimat lat 60-tych – podziały
rasowe, brutalność systemu i atmosfera strachu są wręcz namacalne. Nie jest to
łatwa lektura, bo pojawia się tu wiele trudnych tematów, rasistowskiego języka
i niesprawiedliwości, które potrafią naprawdę zirytować albo przygnębić.
Jednocześnie wszystko zostało napisane w bardzo angażujący sposób. Im dalej w
historię, tym bardziej byłam wciągnięta i coraz trudniej było mi odłożyć
książkę.
Bardzo dobrze wypadł również sam wątek procesu. Autor umiejętnie buduje napięcie, pokazując, jak trudno walczyć o sprawiedliwość w świecie, gdzie kolor skóry może przesądzić o wyroku jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. To nie jest tylko historia kryminalna, ale też opowieść o uprzedzeniach, odwadze i zmianach społecznych.
„Kataklizm dusz” okazał się dla mnie książką, która potrzebowała trochę czasu, żeby naprawdę mnie porwać, ale kiedy już to zrobiła, nie mogłam jej odłożyć. To emocjonalna, momentami ciężka, ale bardzo wartościowa historia z dobrze rozwiniętymi bohaterami i świetnym klimatem. Dla miłośników thrillerów sądowych będzie to trafiona lektura.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz