Astrid, dziedziczka królestwa czarownic, od lat przygotowuje się do pojedynku, od którego zależą losy jej ojczyzny. Problem w tym, że nie potrafi korzystać ze swojej magii, a jej przeciwnik, książę Zryan, jest potężnym jeźdźcem smoków. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy na scenę wkracza Skylar, dziewczyna z ulicy, której przeszłość okazuje się znacznie bardziej niezwykła, niż można by przypuszczać. Wkrótce polityczne intrygi, tajemnice i groźba rebelii sprawiają, że bohaterki zaczynają kwestionować wszystko, w co dotąd wierzyły.
Początek powieści obiecuje naprawdę dużo: konflikt dwóch królestw, smoki, czarownice i magiczny pojedynek, którego stawką jest przyszłość całego świata. Łatwo wciągnąć się w tę historię, a przeplatanie perspektyw Astrid i Skylar pozwala stopniowo odkrywać kolejne elementy układanki. Nie brakuje zwrotów akcji, choć część z nich można przewidzieć, a niektóre rozwiązania fabularne wydawały mi się zbyt proste. Świat przedstawiony ma interesujące założenia, uważam jednak, że nie wszystkie jego elementy zostały równie dobrze przemyślane i rozwinięte.
Astrid jest odważna, ale zmaga się również z lękiem i poczuciem odpowiedzialności za własny lud. Skylar, pełna gniewu na niesprawiedliwy system, wnosi do opowieści bardziej buntowniczą energię. Romans Astrid i Zryana może przypaść do gustu miłośnikom intensywnej chemii, choć rozwija się momentami zbyt szybko, przez co trudniej uwierzyć w głębię łączącego ich uczucia.
Styl autorki jest przystępny, dialogi bywają zabawne, a całość czyta się sprawnie. „Krwawe przymierze” to udany początek serii, ale niekoniecznie tak świeża i dopracowana historia, jak można by oczekiwać. Mimo kilku rozczarowań ma w sobie wystarczająco dużo tajemnic, magii i interesujących relacji, by zainteresować nie tylko fanów romantasy. Podobało mi się na tyle, że chętnie sięgnę po kolejny tom.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Filia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz